Ostatni dzień tegorocznego obozu w Tucznie upłynął tak samo, jak wszystkie poprzednie dni. Pomimo, że wieczór pożegnalny skończył się późno, to na polankę stawiła się prawie cała grupa. Tradycyjnie Forma Ojca i cztery powtórzenia Formy Matki ze stylu San Feng Tai Ki Kung, do tego fragment Formy 85 i ćwiczenia z partnerem. Praca ze strukturą i aplikacje. Po południu rytm pracy identyczny.
Dlaczego tego typu obozy? Po pierwsze bardzo dużo pracy, w bardzo krótkim czasie. Jeśli ktoś chodzi na zajęcia raz w tygodniu, to równa się to ośmiu miesiącom regularnych zajęć. Przy dwóch, jest to czas czterech miesięcy zajęć.
Po drugie, nakładające się na siebie doświadczenia. Jeśli po powrocie do domu, kontynuujemy, nawet w minimalny sposób tę pracę, którą zrobiliśmy tutaj, to skok we wzroście umiejętności jest bardzo duży.
Po trzecie, możliwość spotkania i ćwiczenia z tymi, z którymi na co dzień nie mamy kontaktu. Ćwiczenie w rodzimej grupie, to zawsze stała liczba uczestników, do których po jakimś czasie się przyzwyczajamy i niewiele nas zaskakuje. Szczególnie widać, to przy Tui Shou.
Po czwarte, życie i ćwiczenie na łonie przyrody, to coś, czego nie mamy na co dzień i coś, czego nie da się kupić, trzeba to przeżyć.
Kiedy uczę się nowej formy, to robię sobie taki ogólny szkic. W ogóle nie koncentruję się na szczegółach. Dopiero, kiedy jestem pewien, że kierunki i ten ogólny zarys jest w porządku, biorę się za szczegóły i forma się wypełnia. W ten sposób, nawet po kilku powtórzeniach jestem w stanie zapamiętać nowy twór. Tak mała pomoc, przy uczeniu się czegokolwiek.
Obóz zakończył się już spokojnie, dziś i jutro pakowanie i powroty do domu. Mam nadzieję, że wszyscy zabrali ze sobą nowe doświadczenia i same miłe wspomnienia.
Do zobaczenia w przyszłym roku.
Translate
sobota, 11 lipca 2015
piątek, 10 lipca 2015
Obóz Tai Chi w Tucznie 12, 2015.
Dzień rozpoczął się normalnie, praktyka poranna, Forma Ojca i cztery razy Forma Matki, Długa Forma i ćwiczenia z partnerem. Tym razem ćwiczyliśmy fragment formy, a druga osoba poprawiała strukturę w ruchu. Dużo trzeba się nagadać przy dużej różnicy doświadczeń.
Po południu praktyka właściwie wyglądała tak samo, z tą różnicą, że byliśmy ubrani tradycyjnie biało czarno, dla podkreślenia respektu dla byłych nauczycieli. Szczególnie pamiętaliśmy dziś o Ewie Iskrzyńskiej. Specjalnie dla niej wykonaliśmy Jej ulubiony Pa Tuan Chin.
Atrakcji na tym kończącym się obozie nie brakowało, tuż przed zajęciami spadło na nasz parking drzewo, pięknie się wpasowało pomiędzy samochody. Nikomu na szczęście nic się nie stało tylko najedliśmy się strachu i było, co posprzątać. Drewno wykorzystaliśmy na końcowe ognisko. Były wspomnienia i wspólne śpiewanie. Wieczór zakończył się późno ale jutro i tak normalny dzień ćwiczeń.
Po południu praktyka właściwie wyglądała tak samo, z tą różnicą, że byliśmy ubrani tradycyjnie biało czarno, dla podkreślenia respektu dla byłych nauczycieli. Szczególnie pamiętaliśmy dziś o Ewie Iskrzyńskiej. Specjalnie dla niej wykonaliśmy Jej ulubiony Pa Tuan Chin.
Atrakcji na tym kończącym się obozie nie brakowało, tuż przed zajęciami spadło na nasz parking drzewo, pięknie się wpasowało pomiędzy samochody. Nikomu na szczęście nic się nie stało tylko najedliśmy się strachu i było, co posprzątać. Drewno wykorzystaliśmy na końcowe ognisko. Były wspomnienia i wspólne śpiewanie. Wieczór zakończył się późno ale jutro i tak normalny dzień ćwiczeń.
Subskrybuj:
Posty (Atom)































































